fbpx

Spotkanie z Mnichem- czyli gdzie szukać szczęścia.

Chcę się z wami podzielić historią, która pomimo, że trochę brzmi jak bajka, zdarzyła się naprawdę i miała miejsce w czasie jednej z moich pierwszych podróży po Nepalu.

Zbliżał się koniec mojego pobytu w Kathmandu. Razem z moim przyjacielem szwendaliśmy się po sklepikach w mieście, szukając drobnych prezentów dla naszych najbliższych, ale też patrzyliśmy za ciekawą pamiątką dla siebie.

Właśnie spadł, krótki, ciepły, bardzo intensywny deszcz, który trwał może z piętnaście minut. Uwielbiam taki deszcz. Po tym deszczu powietrze w mieście zrobiło się wyjątkowo świeże, rześkie, a uroku dodawała unosząca się z delikatnie parującym ciepłem, woń słodyczy kwiatów i kadzideł. Szliśmy ulicą która przecina centralnie całą dzielnicę Thamel, w kierunku słynnej, a obecnie wręcz kultowej pizzerii ”Fire and Ice”, w której można spotkać ludzi gór z całego Świata. Jak będziecie w Kathmandu to bardzo, ale to bardzo polecam Wam tam zajrzeć, zwłaszcza późnym wieczorem, kiedy gwarny tłum biesiaduje przy wyśmienitych włoskich specjałach, popijanych piwem Everest – przy odrobinie szczęścia, spotkacie tam wyjątkowe osoby.

Mijając kolejne sklepiki już któryś raz z rzędu zauważyłam wystawione do sprzedaży niepozorne, małe mapy. Były to mapy do Shangri-La. O Shangri-La swego czasu  trochę już czytałam, ale tak się złożyło, że dokładnie kilka dni wcześniej, nasza znajoma przy śniadaniu opowiadała nam niezwykłą historie o krainie Shangri-La i myślę, że dlatego te mapy tym bardziej przykuły moja uwagę.

Legenda mówi, że gdzieś daleko w Himalajach, pośród majestatycznych górskich szczytów, ukryte jest miejsce w którym żyją najszczęśliwsi ludzie na Świecie. Jest to miejsce w którym wszystko przepełnione jest szczęściem absolutnym. Wszyscy ludzie, wszystkie istoty żyjące w tej krainie szczęścia są zdrowi, radośni, witalni i żyją w pełnej harmonii ze sobą i z naturą. To wszystko razem powoduje iż czują, że są w raju. Jest tylko jedno ale. Nikt nie wie gdzie znajduje się Shangri -La, ponieważ jeżeli ktoś już trafi do tej magicznej krainy, to nie chce stamtąd wracać i dlatego nikt nie wie gdzie znajduje się ta rajska kraina i co najważniejsze, nikt nie zna drogi do Shangri-La.

Popatrzyłam jeszcze raz, krótko na wystawioną w witrynie sklepu mapę i nie myśląc wiele dłużej postanowiłam, że kupię dla siebie taką właśnie mapę.

Zawołałam do mojego przyjaciela, który zdążył już odejść kawałek drogi dalej

  • Hej poczekaj na mnie chwilę, kupię tu tylko mapę do Shangri-La i od teraz już zawsze będę szczęśliwa – uśmiechając się wchodziłam już po schodkach prowadzących do sklepiku, kiedy to ktoś nagle złapał mnie za nadgarstek mojej prawej ręki, zatrzymując mnie tym samym na schodach.

Ten uścisk był bardzo mocny, bardzo zdecydowany, ale bezpieczny.

Zdziwiona całą sytuacją spojrzałam w bok siebie, chcąc się zorientować o co chodzi.

Przede mną stał buddyjski mnich. Dość wysoki staruszek o pięknej, dobrej,wyrazistej, wysmaganej słońcem i wiatrem twarzy. Szafranowo – bordowe szaty które miał na sobie, dodawały jeszcze więcej majestatyczności jego osobie.

Staruszek spojrzał mi prosto w oczy, przytrzymując swoim wzrokiem mój wzrok. To spojrzenie! Boże drogi, jakie ono było przenikliwie i przeszywające. Za każdym razem kiedy to sobie przypominam mam ciarki na całym cele. Tego spojrzenia nigdy nie zapomnę.

Patrząc tak na mnie powiedział:

– Proszę Cię nie kupuj mapy do Shangri -La

– Dlaczego – zapytałam zdziwiona tym wszystkim

mnich delikatnie przesunął swoją dłoń przed moją klatkę piersiową, nie dotykając mnie przy tym i powiedział

Tu jest twoje Shangri-La, nie potrzebujesz mapy, jeżeli będziesz słuchać swojego serca, zawsze będziesz w swoim Shangri-La i już zawsze będziesz szczęśliwa

Po tych słowach mnich obdarzył mnie szczerym, promiennym uśmiechem w którym dodatkowo była ogromna dawka dobroci i serdeczności, po czym spokojnym krokiem oddalił się, powoli znikając w gąszczu kolorowych straganów i sklepów.

Mocno poruszona całą sytuacją podeszłam do mojego przyjaciela i zapytałam, czy widział co się stało. Odpowiedział, że tak i zapytał o czym rozmawiałam z mnichem. Opowiedziałam mu dokładnie całe zajście, oświadczając przy tym, że oczywiście nie kupuję tej mapy.

.

Tego samego dnia późnym popołudniem byłam już w zupełnie innej części Kathmnadu, a mianowicie w świątyni Swayambhunath potocznie zwanej Małpie Wzgórze. To piękny, położony na wzgórzu kompleks buddyjskich i hinduistycznych świątyń, do których przybywają pielgrzymi z całego Nepalu i nie tylko. Przy dobrej pogodzie można stamtąd podziwiać niezwykłą panoramę miasta, a w oddali rysujące się ściany Himalajów. Na wzgórze prowadzi dużo ponad trzysta schodów, wokół których zgromadzeni są miejscowi sprzedawcy ze swoimi kramami.

Umówiłam się z moim przyjaciółmi, że po zwiedzeniu świątyni spotkam się z nimi przy bocznej bramie prowadzącej na parking. Kiedy przyszłam w umówione miejsce zaczęłam się rozglądać za miejscem gdzie mogłabym usiąść i poczekać na przyjaciół. W pewnym momencie poczułam, że ktoś mi się przygląda. Pewno nie raz tak mieliście, że czuliście, że gdzieś obok jest ktoś, kto na nas patrzy.

Rozejrzałam się wokół i nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam.

To był ten sam mnich, który rano zatrzymał mnie na schodach przed sklepem.

Spokojnym krokiem poszedł do mnie jeszcze raz i powiedział:

– Proszę nigdy tego nie zapomnij – znowu patrzył na mnie swoim dobrym przenikliwym wzrokiem, a jego oczy były nie tylko pełne miłości, one świeciły miłością.

Staruszek jeszcze raz delikatnie wskazał swoją dłonią na moje serce i znowu powtórzył:

– Proszę, nigdy nie zapomnij gdzie jest twoje Shangri-La – poczułam przeszywający dreszcz, rozchodzący się w całym moim ciele, a łzy jak szalone zaczęły spływać mi po policzkach. Czułam, że to niezwykły moment, wręcz mistyczny.

Patrząc prosto w oczy Mnicha zalana łzami odpowiedziałam mu ledwo wydobywając z siebie drżący głos:

– Obiecuję – Nie zapomnę – Obiecuję.

 

Słowa Mnicha to wielki Dar, jaki dostałam w życiu. Świadomie mówię Dar, ponieważ słowo prezent, nie oddaje rangi tego wszystkiego.

Teraz już wiem, dlaczego nikt nie może wskazać nam drogi do Shangri-La, ponieważ tylko my sami czujemy co dla nas dobre i tylko my sami możemy to poczuć. Nikt inny nie może za nas tego zrobić. Nikt! Najbardziej kochająca matka, ojciec, partner, przyjaciel czy najlepszy nauczyciel. Tylko my znamy tę drogę i nawet pomimo tego, że często chcielibyśmy, aby to inni za nas decydowali, mówili nam co mamy robić, dawali gotowe rozwiązani i układali nam scenariusze, to i tak wrócimy do punktu w którym znowu odkryjemy, że mapa do naszego szczęśliwego życia jest w naszym sercu i tylko my możemy to poczuć wsłuchując się w nasze osobiste pragnienia. Wierzę, że jeżeli jak najwięcej ludzi będzie słuchać swojego Shangri-La to nasz Świat będzie lepszy, piękniejszy,radośniejszy i jak to zawsze mówię na wykładach – jeszcze bardziej pachnący Miłością.

 

Iwona Grzesicka, Psycholog w Podróży

Udostępnij swoim znajomym :)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *