fbpx

Od Big Macka do warzywnego risotto.

Jeśli nie wynieśliśmy tego z domu, to do pewnych wartości czy dobrych nawyków trzeba po prostu dojrzeć. Inna sprawa jest taka, że świat w swoim bogactwie pokus i możliwości będzie nas odciągał i namawiał do wygodnictwa, konsumpcjonizmu i nadmiaru. Jak w tym wszystkim znaleźć złoty środek? Jak nie ograniczać się w próbowaniu, poznawaniu i smakowaniu a jednocześnie zachować tzw. pion? Być może moja historia zmiany nawyków będzie dla kogoś inspiracją.

Jestem lekarzem, co jednak nie daje mi żadnego mandatu do tego by żyć zdrowo, no chyba, że tak nie tylko postanowię, ale i udowodnię. We wczesnej młodości, w czasach stanu wojennego, chronicznych braków żywności w sklepach,  czekolady czekoladopodobnej, pasztetowej i salcesonu pojawiających się jako rarytas w sklepach nabawiłam się problemu. Złamałam nogę, nota bene wracając ze sklepu i dzierżąc w dłoniach siatkę z jajkami by mama upiekła ciasto ( żadne z nich się nie zbiło!). Kilka miesięcy później leżąc z nogą w gipsie miałam już sporą nadwagę i jeszcze większe z tego powodu kompleksy.

Zaczęły się zmagania z odchudzaniem, ileż to ja diet wypróbowałam, ile książek przeczytałam w tym temacie, ile ćwiczeń pociągało mnie swoją reklamowaną skutecznością, ba stałam się nawet pacjentką poradni dla otyłych ( patrząc wstecz myślę sobie- kto mnie tam zaprowadził???, ależ musiałam być uparta) i dzielnie stosowałam dietę 1000 kcal. Chudniecie i nabieranie wagi, choć lekkiej- nie przesadzajmy, stało się moim zmaganiem na lata i jakkolwiek waga spadała, to wyobrażenie utrzymujące się w głowie o nadwadze– nie. Gdy teraz na to patrzę, to żal mi tych swoich zmagań, prób, rozchwiania w jakie wprawiałam swoje ciało wystawiając je na zmienność i zapomnienia o swojej głowie, która przecież też potrzebowała wsparcia. Lata studenckie odciągnęły mnie od uporczywego zajmowania się gubieniem ( i nabieraniem) wagi za to wyposażyły mnie w stres, niewyspanie no i w wakacyjną pracę w Mc Donalds. Nie, nie chcę oceniać jakości dań serwowanych w tej sieciówce, ale wyobraźcie sobie stołować się w niej 3 x dziennie przez 2 miesiące!

Młody organizm wybacza wiele, wybacza zmęczenie, zarwane noce, nieregularne, śmieciowe jedzenie, papierosy, alkohol, nieodreagowany stres. Problemy zaczynają się trochę później, czasem o wiele lat później. Na studiach niewiele było zajęć o zdrowiu, a może nie zapadły mi w pamięć? Raczej te o chorobach, objawach, leczeniu. O profilaktyce? Jakoś niekoniecznie. Zdrowe posiłki? Regularność? Ruch? Być może teraz w czasie studiów medycznych patrzy się na te czynniki dbania o zdrowie przychylniej, za moich czasów raczej zdawkowo.

Gdy dziś oceniam stan swojego zdrowia widzę jak ogromny przeskok zrobiłam w podejściu do swojego dobrostanu ( takim właśnie terminem określane jest wg WHO zdrowie), jakie mechanizmy wdrożyłam, by żyło mi się lepiej. Prawda jest jednak taka, że wagę mam ustabilizowaną, kręgosłup nie boli mnie tak jak przed 15 laty i ogólnie czuję się zdrowa. Co się zmieniło?

Najpierw….odpuściłam odchudzanie. Praca sprawiła, że weszłam w tryb uregulowanych posiłków i chociaż musiałam się nauczyć tego, by nie zapominać o obiedzie i by kolacja nie była tuż przed snem, to w końcu się udaje. Ta regularność sprawiła, że waga ustabilizowała się. Po drugie powoli na przestrzeni lat zaczęłam wybierać te zdrowsze wersje, warzywa, zupy, to co ugotowane, a nie smażone, 1,5 roku temu z diety prawie zniknęło mięso, ostatnio także czarna herbata i kawa ( w nadmiarze), piję więcej wody, sprawdzam etykiety. Bardzo pomogły mi zalecenia , które sama przygotowywałam dla pacjentów ze schorzeniami okulistycznymi. Od roku także ajurweda, która natchnęła mnie do przyjrzenia się swojemu zdrowiu na wielu poziomach.

Kolejnym dobrodziejstwem okazała się kwarantanna i akcja #zostanwdomu na początku pandemii koronawirusa. Prowadząc na fb grupę zajmującą się zdrowiem sama wprowadzałam coraz to nowe prozdrowotne nawyki, przeszłam oczyszczanie z ajurwedą, doceniłam odpoczynek, spacery, zwolnienie tempa. Część z wyrobionych wtedy nawyków trwa nieprzerwanie do dziś, nad resztą stale pracuję przypominając sobie, motywując, publicznie deklarując. Bo to nie jest powiedziane raz na zawsze, że gdy się czegoś dokona, coś w sobie zmieni na lepsze, prozdrowotne np., to tak już bez wysiłku zostaje. Zwykle trzeba dbać o to stale, przypominać sobie, odświeżać, konfrontować z chwilą obecną i na nowo wybierać po raz kolejny. Jest taki cytat Jerzego Lieberta, chyba trafny

 „Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”.

Podpisuję się pod tym i co rusz wybieram. I Ciebie namawiam. Z życzeniami zdrowia.

dr n. med. Agata Plech, Przejrzyj Na Oczy

Udostępnij swoim znajomym :)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *