fbpx

„Nie chcę tego jeść!” czyli neofobia żywieniowa.

– Ja nie lubię zielonego!

– Tato, przecież mama robi inną kanapkę, nie taką!

– Nie chcę, naprawdę nie chcę…

 

Zaburzenia jedzenia u dzieci zdarzają się bardzo często. Najtrudniej jednak wyznaczyć granicę, kiedy problemy te są poważne i wymagają pomocy specjalistów. Oczywiście „wymyślanie przy stole” może być naturalnym procesem rozwoju. Młody człowiek ma już swoje gusta smakowe, które będą ewoluować, zatem zrozumiałe jest to, że niejadek może się bronić przed spożyciem czegoś nowego. Mógł też zrazić się kiedyś, np. jedząc pierwszy raz brukselkę :), która była na tyle niesmaczna, że teraz woli już nie ryzykować.

 

Pisząc fachowo neofobia żywieniowa rozumiana jest jako lęk lub niechęć do próbowania nowej lub nieznanej żywności, ale także wyglądającej na nieznaną, ze względu na podanie jej w odmiennej formie. Dotyka najczęściej dzieci w wieku 2-6 lat, ale może trwać znacznie dłużej. Jak zatem wykryć u swojego niejadka, że to to?

Nie jest to proste, ale możecie zakładać, że to możliwe gdy dziecko np.:

  • chce na śniadanie tylko bułkę, najlepiej suchą i „robi sceny” kiedy bułka ma inny kształt albo jest z ziarnem,
  • zobaczy na talerzu liść sałaty i nawet po jego zdjęciu nie będzie chciało jeść dania, które lubi,
  • rozpoczyna naukę w szkole i je tylko trzy produkty na krzyż,
  • ma problemy z wagą i wzrostem,
  • ma awersje do produktów zielonych, mokrych, ciepłych itd.,
  • boi się dotknąć jedzenia, że zbrudzi rączki,
  • ma problemy w szkole, czy w przedszkolu i wychowawca zgłasza Wam, że odbija się to na prawidłowym funkcjonowanie w grupie, na koncentracji i nauce oraz na samopoczuciu.

 

Okazuje się, że konsekwencje neofobii bardzo często mają negatywne skutki w relacji domowników. Wyrzuty sumienia, zmartwienia, załamania nerwowe, natarczywe komentarze ze strony innych osób mogą przysporzyć wiele złego w życiu rodziców. Wyobraźcie sobie, że Wasza połówka wytyka, że to przez to, że źle gotujecie, kolega z pracy mówi, że jego córka je wszystko, a Wy daliście się po prostu zmanipulować, babcia tłumaczy, że kiedyś nie było takiego wyboru i dzieci jadły wszystko, a teraz maluchy są rozpuszczone, ciotka twierdzi, że ona nauczyłaby jeść Wasze dziecko wszystko, jakby tylko było u niej na tydzień, a sąsiad radzi, żeby nie dawać takiemu niejadkowi jedzenia przez tydzień i może się wreszcie nauczy…

 

Jasne, wszyscy znają powody, dla których Wasze dziecko nie je, lepiej niż Wy sami. Ważne jest wzajemne wsparcie i zrozumienie. Jeżeli już słuchać rad – to specjalistów, którzy mają z takimi przypadkami do czynienia i wiedzą co robić. Jako, że jestem dietetykiem i co nieco o żywności wiem, proponuję Wam:

  • wspólnie przygotowywać posiłki, wnosi to wiele radości dla dzieci, niech dotykają różnych produktów, obierają, kroją, mieszają itd.,
  • wymyślać urozmaicone jadłospisy, najlepiej w sobotni wieczór zaplanować sobie co będziecie jeść w następnym tygodniu,
  • sporządzać listę zakupów i razem wychodzić do sklepu (dzieci, które nie potrafią czytać mogą mieć narysowane pomidory, ogórki itd., niech wkładają takie warzywa do koszyka),
  • podawać dania na nowych talerzach albo nowymi sztućcami,
  • przeglądać książki kucharskie, zaznaczać co dzieciom wpadnie w oko,
  • zdrowo negocjować z dzieckiem, że „tylko dwa gryzy kalarepy” i idziecie na plac zabaw,
  • kontrolować stan zdrowia dziecka, w szczególności niedobory żywieniowe,
  • podjąć terapię, kiedy problem tego wymaga.

 

Neofobia żywieniowa jak sama nazwa sugeruje, wskazuje na jakąś fobię. Kto nie ma lęku „przed czymś” ten nie jest w stanie pojąć czym ona może być. Wyobraźcie sobie jednak, że ktoś bliski serwuje Wam na kolację miękki móżdżek cielęcy, soczyste oczy tuńczyka albo chrupiące pająki (oczywiście nie chce obrazić tu nikogo i zdaje sprawę, że dla niektórych mogą to być rarytasy). No właśnie, ale są wśród Was (tacy jak ja) co poczuliby lekkie obrzydzenie, strach i rozczarowanie przed takim talerzem. Możliwe, że jest to błędem i warto pokusić się chociaż na skosztowanie tych dań, a być może okazałyby się to pozytywnym doznaniem smakowym:). Dorośli w odróżnieniu od dzieci mogą zastąpić dane produkty innymi. Dzieci są w trudniejszej sytuacji, bo nie są świadome wartości odżywczych, które muszą dać swojemu młodemu organizmowi. Są więc zależni od innych, stąd odpowiedzialność spada na rodziców. Nie ma co jednak kłócić się na swoje dzieci i karcić je, że nie chcą jeść danego produktu. Raz, że może to pogorszyć sprawę, a dwa, sami nie zjedlibyście niektórych potraw. Nawet jak zakładacie, ze problem ten na pewno kiedyś minie, to po co się frustrować, jak można poradzić się dietetyka, pediatry, psychologa czy innego specjalisty, dzięki któremu życie może okazać się łatwiejsze. Pamiętajcie, że rzetelna wiedza na temat zaburzeń pokarmowych, pozwoli przetrwać okresy buntu posiłkowego i właściwie zareagować, gdy będzie zagrażał zdrowiu fizycznemu i psychicznemu Waszych dzieci.

 

„Odwaga powstaje w brzuchu – a wszystko inne to tylko zwątpienie!”

Charles Bukowski

 

mgr Justyna Cieślica, Dobry Dietetyk

Udostępnij swoim znajomym :)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *