Tak, tak, dzisiaj pochwalę… kryzys!

Kryzys źle brzmi, gdy ktoś napisze, wypowie słowo: kryzys, to od razu człowiek napina się jak niepewny przyszłości jeż, kuli się w sobie, wystawia kolce. Ale ja tu dziś chcę Cię przekonać, że w kryzysie tkwi jednocześnie ogromny potencjał, zalążek dobrych zmian. Szansa. Inna sprawa, czy ją wykorzystasz…

Każdy z nas przechodzi kryzysy, czy nam się to podoba, czy też nie, one są wpisane w los każdego żyjącego stworzenia, zwłaszcza człowieka. Definicja mówi, że to przełom, przesilenie, załamanie się dotychczasowej linii ( rozwoju). Wyobraźmy sobie, czy jest możliwe, by takich załamań nie było? By mogło być tylko lepiej, wyżej, bardziej? Coraz bardziej idealnie, perfekcyjnie. A patrząc filozoficznie jeszcze szerzej, czy jest możliwe niepohamowane przesuwanie się w stronę „jasności” ( doświadczeń, poglądów, dokonań)- czy jest to możliwe bez konfrontacji z „ciemnością”? Czy to dopiero wciśniecie guzika „sprawdzam” sprawia, że na nowo weryfikuje się nam rzeczywistość i rozwój zaczyna przebiegać właśnie tam gdzie chcemy. 

Przedmiot kryzysu, to dopiero ogrom możliwości. Te osobiste, międzyludzkie, to które bolą najdotkliwiej i sprawiają, że człowiek wyje czasem jak zwierzę, nawet jeśli tylko w sobie; te zdrowotne, w których szala przechyla się raz w jedną raz w drugą stronę cienkiej linii zdrowia lub życia; te gospodarcze, o przewlekłych i czasem bardzo dotkliwych skutkach dla człowieka, dla rodzin, dla systemu; te polityczne, z których najgorsze to chyba wojenne. Tak, to wszystko dotkliwie i głęboko może zranić człowieka, czasem wręcz wydawało by się, że po takiej traumie trudno się podnieść. I wielu się nie podnosi, przestają walczyć, próbować, szukać innych ścieżek i możliwości. A ja chcę cię dziś przekonać, że warto!

Gdy patrzymy na inną, nieznaną nam bliżej osobę, nie widzimy wyrytych w niej kryzysów, nie znamy historii tego z czym musiała się zmierzyć. Tak łatwo wtedy pochopnie ocenić, nie docenić, nie zauważyć.

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst „Silny człowiek nigdy nie ma za sobą łatwej przeszłości...”

Tak jak ty, ja też musiałam się zmierzyć z sytuacjami, które weryfikowały moje głębokie pragnienia, moje wyobrażenia o tym co prawie na pewno się zdarzy, o jutrze. Nie raz zatrzymywałam się w poczuciu bezradności i bez nadziei na odmianę losu. I pozwalałam sobie na tę chwilę. Podzielę się z tobą tym, co pomagało mi jednak ruszyć do przodu. To będzie taki osobisty poradnik antykryzysowy.

  1. Pozwól sobie, daj sobie czas na dostrzeżenie całego bagażu, który niesie ze sobą sytuacja kryzysowa. Uświadom sobie, może nawet zapisz to wszystko, co zakłócone zostało przez wyzwanie z jakim się mierzysz, to pozwoli ci spojrzeć na całą sytuację z lotu ptaka. Pozwoli na nowo i z inna świadomością, dojrzalej i życiowo mądrzej poukładać cegiełki z tego co się rozpadło.
  2. Zobacz, do jasnej cholery (ops) dostrzeż wreszcie – jaki masz w sobie potencjał! A najlepiej, teraz to spisz i zachowaj na przyszłość wszystkie swoje dokonania, osiągnięcia, to w czym jesteś naprawdę dobra, jakie masz zalety. Zrób to i zobacz ile tego jest! ( bo wiem, że jest). To twoja baza, twój potencjał, który pomoże odzyskać wiarę w sobie, przekonanie, że i tym razem dasz radę, skoro już tyle razy dałaś.
  3. Stwórz swoją prywatna grupę wsparcia, tych wszystkich na których możesz liczyć w różnych dziedzinach swego życia, nawet jeśli jest to w danym momencie zrobienie zakupów czy odśnieżenie podjazdu. Sieci takich wzajemnych międzyludzkich powiązań to naprawdę coś co warto pielęgnować i doceniać. Nie przychodzi ci do głowy żadna konkretna osoba- to poszukaj inaczej: w wierze, w książce, podczas terapii.
  4. Zadawaj sobie pytania: co mogę teraz zrobić? Co chcę teraz zrobić by było inaczej, by pokazać…, by już nigdy…, by…? Zaweźmij się w sobie, gdy poznasz odpowiedź i zrób to! Rozważnie, po kawałku, uparcie zrób to, ale przede wszystkim – i tu zacytuję Stachurę: „ chwyciło się ten kawałek, który pozostał mu w ręce i powiedziało się: NIE DAJ SIĘ POGNĘBIĆ”.
  5. Pomyśl o sobie i sytuacji kryzysowej z pozycji przyszłości, że to już minęło, że zmieniłaś, dokonałaś, doszłaś tam gdzie chciałaś być. Ja przez ponad rok, codziennie!!! zapisywałam w notesiku listę celów do osiągnięcia: jeden po drugim i w formie dokonanej, np. moja firma się bilansuje i przynosi co miesięczny dochód … zł- jest luty 2018. To naprawdę działa jak samospełniająca się przepowiednia, sprawia, że osiągnęłam wszystkie zapisywane cele wcześniej niż przewidywała to „data wykonania”. Teraz znów zapisuję 🙂

Mam nadzieję, że zainspirowałam cię do zmierzenia się z sytuacją w jakiej możesz się znaleźć i jednocześnie znaleźć sposoby by z niej wyjść mocniejsza, bardziej poukładana i by osiągnąć więcej. Powodzenia!

dr Agata Plech

Udostępnij swoim znajomym :)