Słaba płeć? To chyba żart

Jakie są kobiety? A czyż da się w jednym słowie zawrzeć i opisać – całe to bogactwo? Kobiety są tak różne, tak różne względem siebie nawzajem, ale też i ról jakie pełnią, osób z którymi wchodzą w interakcje, nastroju, pory dnia i roku, poziomów hormonów i samoświadomości, a nawet wyzwań jakie przed nimi stoją. Przyszedł mi teraz do głowy tekst piosenki, którą Edyta Górniak podbiła eurowizję: „Jestem Kobietą- wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie… jestem dobrem, jestem złem… jawą i snem” 😊

Będę tu więc pisać w uproszczeniu i w osobistej refleksji, ale przyznacie chyba, że kobiety nie są słabe! Żadna z nich słaba płeć, no chyba, że jako z wyboru „broń kobieca”. Kobieta w najgorszym smutku czy zdenerwowaniu potrafi nałożyć grubszą warstwę pudru na podkrążone oczy, szpilki na nogi, krótką sukienkę i wyjść w tej zbroi na świat, do ludzi, pokazać się, przemówić, zainspirować. Ból głowy, brzucha, skoki ciśnienia schodzą na dalszy plan gdy trzeba np. zdać egzamin, ten czy inny – życiowy.

Czasem tylko wypieki na szyi, zimne dłonie albo smutek w oczach zdradzają ten stres, który czai się w środku i czeka by się wydostać, wypłakać już pod prysznicem, w samotności, ale okazać słabość? Nie, nie tak hojnie, do tego trzeba naprawdę bezpiecznych warunków i towarzystwa, dokładnie wybranego towarzystwa.

Zapytać by się chciało, po co kobiecie zbroja? A może nie trzeba pytać.  Przecież świat jest zmienny, bywa niebezpieczny, warto się przygotować. Bywa też i tak, że wchodząc w rolę osoby silniejszej, prezentując tę formę/ maskę światu mimowolnie przyjmujemy jej cechy, nie rozklejamy się a wręcz przeciwnie- sklejamy, zastygamy.

Co jeszcze pełni rolę zbroi? Co nas skleja a jednocześnie pozwala zamknąć się chociaż na chwilę na niepowodzenia, porażki, zawód i problem? Praca, codzienna mrówcza praca. I to właśnie za nią najczęściej idą wymierne efekty i sukcesy. To tak jak w Desideracie, której fragment przytoczę: „Wykonuj z sercem swoją pracę, jakkolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu”. Czasem tą pracą jest po prostu wysiłek fizyczny- przekopanie ogródka, odgruzowanie szafy, pobieganie.

Takie refleksje przyszły do mnie w czasie gali z okazji premiery książki Ilony Adamskiej „Listy płynące z serca. Kobiety dla kobiet.” Tyle kobiet podzieliło się swoimi historiami, osobistymi odkryciami, swoją drogą często niełatwą, trudnościami, które zamieniły w wyzwania. Jednocześnie tyle z nich/nas siedząc na tej sali „wbiło się” w pewien kostium kobiety sukcesu, wojowniczki, zwyciężczyni- bez względu na swój stan ducha, nastrój, chorobę.

Zapamiętałam tego dnia historię kobiety walczącej o siebie tak dosłownie, o każdy nowy dzień, będącej w czasie chemioterapii. Ogromna siła ale i poczucie humoru i dystans do siebie – godne podziwu.

Zapadły mi w pamięć te Panie, które wyszły poza schemat, poza własne ( i innych) przekonania, które musiały postawić na swoim, zawalczyć. Bardzo często tę walkę zaczynały (-śmy) od siebie, od zmiany swoich przekonań, chęci zadowolenia innych i życia według czyichś wyobrażeń. A potem jeszcze sumienna praca nad sobą, odkłamywanie schematów, które się zakorzeniły, budowanie poczucia własnej wartości i rosnące poczucie odpowiedzialności za kształt swojego życia.

Jakie jesteśmy my, kobiety XXI wieku? Patrząc przez pryzmat tych z kart książki, ale i z własnych obserwacji – kobiety są wytrwałe i niezłomne. Przyzwyczajone do wielofunkcyjności (jako matka, córka, żona, kochanka, businesswoman, przyjaciółka, kucharka, sprzątaczka, specjalistka od logistyki codziennych chwil). Poruszając się wśród tych ról, koncentrując na coraz to kolejnej- spełniamy się.

Niebezpieczeństwo tkwi jednak w tym jak słabo, jak niewystarczająco (jeśli o to nie zadbamy) doceniamy w tym siebie. A może w wygórowanych wymaganiach stawianych samej sobie, w wysoko postawionej poprzeczce, która sprawia, że nigdy nie jest dość dobrze i zawsze mogło być lepiej.

Nie jesteśmy słabą płcią, jesteśmy kobietami, jesteśmy takie jakimi mamy być. Natura wyposażyła nas w pewien zestaw cech fizycznych, psychicznych, hormonalnych a co za tym idzie w unikalne reakcje na świat.

Nie musimy ścigać się z mężczyznami, machać mieczem i walczyć na pięści, nie musimy upodabniać się do nikogo a jednocześnie możemy osiągnąć sukces. Potrafimy to zrobić! Na swój sposób, czasem miękko, czasem ostrzej, często inaczej: omawiając każdą sprawę, drążąc ją, przetrawiając, dzieląc się między sobą wszelkimi przemyśleniami i wątpliwościami.

Jesteśmy „stadne”, potrzebujemy siebie nawzajem, swojej energii, wsparcia, docenienia, przytulenia. Dziękuję, akceptuję i doceniam to, Kobiety.

dr Agata Plech

Udostępnij swoim znajomym :)