Psychologiczne mity i fakty: syndrom DDA

Dr Agata Plech, fundatorka i twórczyni projektu #PrzejrzyjNaOczy poprosiła mnie, abym w cotygodniowym felietonie rozprawiał się z mitami psychologicznymi, które żywo krążą po świecie i pomiędzy ludźmi, często czyniąc wiele szkody ludziom i pomiędzyludzkim relacjom. Ale też bym promował fakty psychologicznie, wartościowe zjawiska i rozwiązania – ważne i cenne dla naszego rozwoju oraz postrzegania świata.

Na taką prośbę nie mogłem nie zareagować inaczej jak tylko pozytywnie 🙂 I tak oto, zrodził się pomysł aby dzielić się z Wami wiedzą, przestrzegać przed pseudo psychologicznym bełkotem oraz wskazywać to, co – z psychologicznego punktu widzenia jest ważne i wartościowe.

Dzisiaj będzie o DDA czyli Syndromie Dorosłych Dzieci Alkoholików.

Osoby, które wychowywały się w rodzinie, w której przynajmniej jeden z rodziców był alkoholikiem, zgodnie z powszechnie krążącymi po świecie (necie) informacjami o syndromie DDA, cechują się często niską samooceną, poczuciem wstydu lub winy, skłonnościami do brania na siebie zbyt dużej odpowiedzialności za innych, a z kolei czasami nie poczuwają się do odpowiedzialności za siebie, mają zbyt wysoką potrzebę aprobaty, nadmiernie rozbudowane poczucie lojalności, uczucie bezsilności i trudności z panowaniem nad odruchami.

Wszystko fajnie i pięknie, ale… żadne, jakiekolwiek poważne badania naukowe nie potwierdzają jednak, aby takie cechy rzeczywiście były typowe dla dorosłych dzieci alkoholików.

Natomiast zgodnie z wieloma badaniami (np.: Tarter, R. E., Alterman, A. I., & Edwards, K. L. (1985). Vulnerability to alcoholism in men: A behavior-genetic perspective. Journal of Studies on Alcohol, 46, 329-356.) osoby, które miały ojca albo matkę, lub oboje rodziców alkoholików, są statystycznie trochę bardziej nerwowe, przesadnie towarzyskie i bardziej skłonne do podejmowania ryzyka. Tyle fakty. Tylko i aż!

Rozpowszechnienie syndromu DDA wynika prawdopodobnie z faktu, że cechy, które jakoby opisują typowe dorosłe dziecko alkoholika to ogólniki, które łatwo do siebie przypisać. To trochę jak z wizytą u wróżki czy jasnowidza – ich wysnuwane pod naszym adresem teorie są tak pełne „okrągłych zdań”, ogólników właśnie i słów kluczy pasujących w zasadzie do każdej osoby, iż wydaje się nam, że czytają naszą przyszłość/przeszłość i potrafią zajrzeć w naszą duszę 🙂 To bzdura i humbug ale jakże miło łechczący nasze ezoteryczne skłonności i pragnienia 🙂

Osoba, która ma pewne problemy w życiu i szuka przyczyny tych kłopotow, a jednocześnie miała wśród rodziców alkoholika, kiedy przeczyta takie cechy, często stwierdza, że większość z nich do niej pasuje. Czuje wtedy ulgę, ponieważ w końcu „dowiedziała się”, dlaczego jej w życiu nie idzie – wszystko dlatego, że jest Dorosłym Dzieckiem Alkoholika. Pstryk i problem rozwiązany. W rzeczywistości jednak jej problemy mogą wynikać z zupełnie innej przyczyny, i najczęście w ogóle nie jest związany z dzieciństwem. Tak przy okazji – kolejnym mitem jest syndrom Freuda, w myśl którego przesadnie i zupelnie bezpodstawnie nazbyt często przyczyn tego, jacy jesteśmy upatrujemy w naszym dzieciństwie. Ale z tym mitem i przesadną freudyzacją naszego postrzegania nas samych rozprawimy się w kolejnym wpisie.

Przeprowadzono – na grupie kilkunastu tysięcu osób! – badania (Logue, M. B., Sher, K. J., & Frensch, P. A. (1992). Purported characteristics of adult children of alcoholics: A possible „Barnum effect”. Professional Psychology: Research and Practice, 23, 226-232), w których osoby, mające co najmniej jednego rodzica alkoholika i osoby, które nie mają takiego rodzica miały ustosunkować się do różnych stwierdzeń. Niektóre z tych stwierdzeń należały do takich, które podobno odnoszą się do DDA (np. „w momentach kryzysowych zwykle troszczę się o innych”, „jestem wrażliwa na problemy innych”) a niektóre były ogólnikami nie odnoszącymi się do DDA (np. „mam duże poczucie humoru”, „nie przeszkadza mi różnorodność i zmiany i widzę je jako wyzwania”).

Badanym oczywiście nie powiedziano, które z cech opisują DDA, a które nie. Okazało się, że faktycznie wiele osób, które wychowywały się w rodzinie z alkoholizmem utożsamiało się ze stwierdzeniami opisującymi syndrom Dorosłego Dziecka Alkoholika. Utożsamiały się jednak także ze stwierdzeniami, które nie opisują tego syndromu. I tak samo osoby, które nie wychowywały się w domu z alkoholizmem, utożsamiały się zarówno ze stwierdzeniami opisującymi DDA, jak i tymi, które nie opisują tego syndromu. Nie było żadnych różnic między tymi dwoma grupami ludzi.

„Zaraz, zaraz!” Zawołają zapewne niektórzy z Was. „Ja jestem DDA i Syndrom DDA opisuje mnie świetnie! Co na to powiesz?”

Co odpowiem takim osobom? Po pierwsze uśmiechnę się, bo uśmiech zawsze ma wartość, a po drugie – tylko tyle, że gratuluję im takiego „przekonania” i oznajmię, że właśnie dołączyły do pozostałych ok. 74% populacji. Bo mniej więcej tyle osób na świecie – odnajduje samych siebie, swoje cechy, pozstawy i zachowania w opisie Dorosłego Dziecka Alkoholika. Musimy wiec uznać, że blisko 3/4 światowej populacji to DDA – co już jest absurdem 🙂

Szanowni Państwo, teraz przez moment będzie max poważnie: DDA to nic innego jak efekt Forera (zwany także efektem horoskopowym) – czyli stwierdzenie na tyle ogólne, że w zasadzie każdy może się w nich znaleźć.

Amerykańscy badacze – Sher, Beth i Frensch – opublikowali w 1992 bardzo ciekawe badanie. Pokazało ono m.in. że jeśli będziemy oceniali czy ktoś jest DDA na podstawie tego, czy spełnia cechy Syndromu DDA, nasza skuteczność w odgadywaniu czy rodzice danej osoby byli alkoholikami będzie dokładnie taka sama, jak gdybyśmy… rzucali monetą. Dokłądnie tak. Zamiast testów i badań rzucajmy monetą. To samo prawdopodobieństwo trafnej diagnozy.

Innymi słowy – Syndrom DDA nie daje ŻADNEJ trafności w przewidywaniu. To czysta loteria. Ale w momencie gdy 74% populacji dopasowuje się do opisu DDA, zrobi to też 74% faktycznych dzieci alkoholików. A że ludzie mają tendencję do szukania potwierdzenia swoich tez, nie do prób ich podważenia, forerowska natura Syndromu DDA sprawia, że ten mit dość uparcie się rozwija. I czyni wiele szkody, niszczy relacje, dobrostan emocjonalny, po prostu wprowadza w błąd z bardzo poważnymi, życiowymi konsekwencjami!

Czy to znaczy, że dzieci alkoholików nie potrzebują terapii? Nic podobnego – niektóre mogą potrzebować. Ale absolutnie niezbędne jest, by taka terapia dotyczyła REALNYCH problemów danej osoby, a nie prób wyleczenia wyimaginowanego syndromu, zawdzięczającego swoje istnienie ideologii pop-psychologii rozwoju, a nie trafnej obserwacji rzeczywistości.

Bo pop-psychologia rozwoju jest przede wszystkim biznesem, marketingową ściemą, której głównym zadaniem jest generować mody i trendy, na których jej twórcy i propagatorzy zbijają kasę i tworzą majątki. Pamiętajcie o tym, ufając bezgranicznie i bezrefleksyjnie w bzdury przez te osoby głoszone.

Udostępnij swoim znajomym :)