Psycholog: depresja poporodowa może dotknąć co czwartą kobietę

Polskę obiegła informacja o dramacie rodziny ze Szczecina. Po dwudniowych poszukiwaniach policja odnalazła ciało zaginionej 37-latki. Tragedia wiązana jest ze stanem psychicznym, w którym kobieta znalazła się po porodzie. O depresji, pomocy psychologicznej i potrzebie towarzyszenia kobietom w ich zmaganiach opowiada psycholog Sylwia Kopka.

Jak wiele kobiet zmaga się z depresją poporodową?

Według różnych źródeł między 20 a 25 proc., czyli mówimy o bardzo dużej liczbie, nie o jakichś pojedynczych przypadkach. Mówimy o sytuacji, gdzie co czwarta, co piąta kobieta po urodzeniu dziecka doświadcza różnych trudności emocjonalnych i nie zawsze jest to depresja poporodowa. Często są to sytuacje utrudnionego funkcjonowania i pogorszonego samopoczucia.

Wielu specjalistów podkreśla, że trzeba rozróżnić depresję, czyli stan choroby psychicznej, która obciąża w skutkach cały organizm, od syndromu smutku poporodowego. Czym są te dwa problemy i jak je odróżnić?

Smutek poporodowy to sytuacja, która występuje mniej więcej między 2 a 6 dobą po porodzie i jest związana z uczuciem spadku nastroju, z rozdrażnieniem, płaczliwością. Kobieta ewidentnie czuje, że coś się z nią dzieje, że nie jest jej dobrze. To jest stan związany z odpowiedzią na zmiany hormonalne w organizmie kobiety, na wzrost poziomu prolaktyny, i on trwa mniej więcej 2 tygodnie, ale powinien ustąpić samoistnie. Zazwyczaj wystarczy wtedy nieoceniające wsparcie bliskich i kobieta wraca do równowagi. Mówimy o czymś, co dotyka 85 proc. kobiet.

Depresja poporodowa rozwija się nieco później. O jej początkach można mówić na przełomie pierwszego i drugiego miesiąca po urodzeniu dziecka i jest to sytuacja związana z takimi bardziej dokuczliwymi objawami. Objaw, który powinien „zapalać czerwoną lampkę”, to sytuacja związana z odczuwaniem braku przyjemności w kontakcie z dzieckiem. Mamy często wtedy mówią, że czują, iż zachowują się bardzo mechanicznie – przewijają dziecko, karmią, odkładają, ale nie ma w tym jakichś uczuć. To pierwszy sygnał, który może wskazywać na to, że możemy się niepokoić, rozglądać się za jakimś wsparciem i próbować coś w tej sytuacji zrobić.

Razem z depresją poporodową, często pojawia się też poczucie winy. Kobiety obwiniają się, że nie są dobrymi mamami, że ich dziecko nie miało szczęścia, trafiając na taką mamę. Czują, że są niekompetentne, że nie potrafią się zająć swoim dzieckiem. Jest też dużo natrętnych myśli związanych na przykład ze zdrowiem dziecka i pragnieniem konsultowania wszystkiego z lekarzami.

Czy w odróżnieniu depresji od smutku poporodowego może pomóc rodzina? Czy bliscy są w stanie rozpoznać, co jest czym, czy to jest bardziej wewnętrzna sprawa kobiety i ona sama musi się z tym zmierzyć i stwierdzić, czy powinna udać po pomoc do specjalisty?

Gdy mamy do czynienia z przedłużającym się stanem złego samopoczucia, czyli na przykład mijają dwa tygodnie, gdzie możemy mówić o „baby blues” i na przykład mija trzeci, czwarty, piąty tydzień złego samopoczucia i ono się nie poprawia, to zawsze jest to wyraźny sygnał zarówno dla samej kobiety, która jest w kłopocie, jak i dla rodziny, żeby zaproponować kontakt ze specjalistą, żeby usiąść i porozmawiać.

Często jest tak, że bardzo trudno jest się w ogóle do tego przyznać, że my się po porodzie czujemy źle. Jest też społeczne oczekiwanie, że będziemy wtedy szczęśliwe, bo mamy przecież dziecko. Słyszymy, że „urodziło się zdrowe dziecko, to na co ty tak naprawdę narzekasz”, „wszystko będzie dobrze, wszystko się ułoży”, czyli mamy do czynienia z sytuacją bagatelizowania tego kłopotu. Kobietom trudno jest się w tym tak naprawdę rozeznać i to często powstrzymuje je i ich rodziny przed tym, żeby gdzieś interweniować. Chcemy też pokazać w rodzinach, że sobie dobrze radzimy. To powstrzymuje przed sięgnięciem po pomoc.

Zarówno psycholodzy, jak i lekarze zwracają uwagę na to, że obraz macierzyństwa może być zbyt obudowany pięknym wizerunkiem szczęścia i lekkości, co w zderzeniu z trudem, który nadchodzi po porodzie, każe wiele rzeczy zrewidować. W jaki sposób najbliżsi mogą pomóc, by ta rzeczywistość nie była zbyt przytłaczająca, oprócz sprowadzenia pomocy lekarskiej i towarzyszenia matkom?

Istnieje większe prawdopodobieństwo wystąpienia depresji poporodowej, jeśli w życiu kobiety wcześniej występowały różne inne kłopoty emocjonalne. Kobiecie i jej partnerowi, jej bliskim, jeśli wiedzą o tym i znają te jej doświadczenia, powinna się włączyć dodatkowa czujność.

To powinna być obowiązkowa rozmowa pary, zanim dziecko przyjdzie na świat, rozeznanie się w swoich obawach. Należy pytać kobietę, czy jest coś, czego się obawia, jak się czuje, czy ma jakieś myśli, którymi chciałaby się podzielić. Rozmowa zawsze wydaje się czymś banalnym, ale bardzo często pomaga i ma zbawienne skutki.

Przez to oczekiwanie, że w ciąży będziemy całe w skowronkach, że będziemy nastawione tylko pozytywnie – po porodzie także – kobiety ze wstydu nie dzielą się tym, że się źle czują w ciąży. Nie ma miejsca na to, żeby wtedy czuć się źle, żeby czuć frustrację czy np. powiedzieć o tym, że bardzo chciało się dziecka, ale teraz jest uczucie: „ja sobie z tym nie poradzę, ja już go nie chcę”. Kobiety zostają same z tymi myślami, które są zresztą zupełnie naturalne, bo ciąża to bardzo duża zmiana w życiu kobiety. To wywraca nasze życie do góry nogami i zmienia tak naprawdę każdy jego aspekt, więc trudno byłoby do tej zmiany podchodzić tylko i wyłącznie pozytywnie.

Kobiety się boją, kobiety się złoszczą i frustrują. Często tracą dotychczasowe życie, możliwość kariery. Tracą swoje dotychczasowe ciało, obawiają się o seksualność, czy ona pozostanie na takim samym poziomie czy nie, czy będą atrakcyjne dla partnera. Zmienia się ich ciało. Tak naprawdę tych zmian jest tak bardzo dużo, że trzeba je zauważać i o tym rozmawiać.

Należy traktować ciążę nie tylko jako wydarzenie piękne, stan błogosławiony, ale jako ogromny trud, przed którym staje kobieta, a także partner tej kobiety, ojciec dziecka. Zawsze rodzice są postawieni w bardzo trudnej sytuacji, ale w ciąży głównie rozmawia się o tym, jak się kobieta czuje fizycznie, czy ma mdłości, czy jest senna – i ten obszar jest bardzo zaopiekowany, a już nie pytamy o to, jak się czuje psychicznie, czy coś ją martwi, czy zdarza się jej na przykład złościć, czy zdarza się nie chcieć. Nie dajemy przestrzeni na to, żeby kobieta mogła o tym wszystkim porozmawiać, a rozmawianie o emocjach jest przeciwdziałaniem depresji poporodowej.

Udostępnij swoim znajomym :)