Na chorobę Ci… „na zdrowie”!

Nie jestem ekspertem od alkoholu, ale bywam na imprezach 😉 Pewnego dnia, widząc rozweselonych znajomych ochoczo wznoszących w górę kryształowe kieliszki, krzyczących NA ZDROWIE! pomyślałam sobie, że w gruncie rzeczy to się chyba oszukujemy tym okrzykiem… bo ze zdrowiem to ma raczej mało wspólnego.

Nie jestem lekarzem, ale byłam w podstawówce. Na jednej z pierwszych lekcji chemii robi się doświadczenie, które polega na wrzuceniu jajka do spirytusu… nie da się tego oszukać, białko bezpowrotnie się ścina. Ciekawy widok, choć nieco przerażający, kiedy pomyśli się, że to samo dzieje się w organizmie! Na biologii nazywa się to wprost zabijaniem szarych komórek…  

Gdzie tu zatem zdrowie? Mówi się, że kieliszek czerwonego wina poprawia krążenie, piwo płucze nerki, a kieliszek wódki… to właściwie jest dobry na wszystko. Dla animuszu, na żołądek, na poprawę nastroju, na przełamanie oporu… większość Polaków mogłaby uzupełnić tę listę swoimi własnymi motywacjami… jaka jest Twoja?

Jest być może ziarno prawdy w tych doniesieniach, jednak na zdrowie działają na nas raczej pozalkoholowe składniki zawarte w danym napoju. Coraz częściej zatem uwypukla się wady lub obala dobre strony jego codziennego stosowania  jak np. to, że dobroczynne skutki picia czerwonego wina nie tyle wiążą się z jego pozytywnym działaniem, co z lepszym stylem życia osób pozwalających sobie na wieczorną lampkę. Częściej są aktywni, jedzą zdrowiej, mieszkają w dobrych warunkach, prowadzą bardziej higieniczny styl życia. A wtedy łatwiej zachować zdrowie, z którym wino raczej ma mniej niż więcej do czynienia.

Szukając w internecie, kto wpadł na pomysł toastu NA ZDROWIE, znalazłam wyjaśnienie, które pokazało, że jest to toast.. stary jak cywilizowany świat! Są języki i kraje, w którym kieliszek wznosi się, życząc radości, ale w wielu jest on bardzo zbliżony właśnie do… życzenia zdrowia. Dowiedziałam się, że wziął się on ze starożytnego Rzymu, gdy dla ogólnego bezpieczeństwa biesiadników przed rozpoczęciem każdej „kolejki” wina, wznoszono obfity toast stukając mocno kieliszkami po to, by wylewane przy tym krople mieszały się i wpadały do kieliszka współbiesiadnika. W ten sposób chroniono się przed ewentualnie dosypaną trucizną… być może nie wszystkim się udało, ale można założyć, że wówczas  okrzyk NA ZDROWIE miał sens…

Chichotem losu i historii jest to, że do dziś życzymy sobie zdrowia, pijąc alkohol. Dlaczego chichotem? Bo już nikt nie chce nam dosypać trucizny, ale po prostu mamy ją w kieliszku. Czy to oznacza, że mamy przestać pić w ogóle? To będzie zawsze Twój wybór, ważne, żeby mieć świadomość, ile wspólnego ma to ze zdrowiem. Zwłaszcza, gdy dotyczy to wódki, bo jeden maleńki kieliszek zawiera o wiele więcej alkoholu, niż jedna lampka wina, a przecież na jednym kieliszku rzadko się kończy.

I tak myśląc o tym ściętym białku, zamroczeniu, toksycznym działaniu, utracie kontroli, spodziewanym bólu głowy, patrząc z rozbawieniem i lekką troską na moich przyjaciół pomyślałam, o ileż bardziej adekwatnym byłby inny, nieco mniej elegancki, ale na pewno bliższy prawdy toast: „no to chlup w ten głupi dziób!”.

Udostępnij! Powiedz znajomym, że to ważne!

Może Cię również zainteresować...