My way…

Jest taki, wspaniały utwór zespołu Gipsy Kings „A mi manera”. Może część z was zna go jako „My way”. Jest mi bardzo bliski. Tak, po mojemu. Moim sposobem… Podobno (?) to ulubiony utwór prezydenta USA, Donalda Trumpa, i jakkolwiek nie zgadzam się z nim w wielu kwestiach, to nie mogę mu odmówić skuteczności i podejmowania własnych decyzji. Jeśli zainspiruję nim Ciebie, będzie mi bardzo miło.

„Ucys się i ucys a i tak bycies pieluchy prała”

– takie właśnie przesłanie usłyszałam jako kilkuletnie dziecko, gdy sąsiadka, wiekowa już pani, mówiła do mojej nastoletniej siostry. Wtedy chyba pierwszy raz w życiu poczułam sprzeciw, zakwestionowałam przekaz kogoś dorosłego.

Było w tym więcej „czucia” niż realności, bo przecież.. w efekcie i ja i moja siostra prałyśmy pieluchy. Czucie jednak było czymś więcej, było sprzeciwem przeciwko zamykaniu, mnie, jej, może i ciebie w przekonaniach, które nie muszą być prawdziwe, a na pewno są szufladkami.

Uczyłam się. Uczyłam się dobrze. Nie chcę dziś analizować wszystkich motywów, zamykać ich w paru słowach. Dość powiedzieć, że w nauce była chęć na więcej, dalej, głębiej. Nie pochodzę z zamożnego domu. Rodzice rozwiedli się gdy miałam 5 lat i mojej mamie nie było łatwo zapewnić nam warunki życia, o jakich marzyła.

Odkąd pamiętam pracowała po godzinach, brała dodatkowe zlecenia, sama pomagałam jej wieczorami wypełniać tzw. górnicze książeczki G. Jako nastolatka pracowałam, zbierałam ślimaki jeśli organizowany był ich skup, udzielałam korepetycji, tworzyłam witryny w sklepach.

Zawsze pełna energii by próbować, sprawdzać się, zdobywać. Konkursy recytatorskie, śpiew w chórze i solowy, występy w teatrzyku, olimpiady, zapiski w pamiętniku. Miałam marzenia. Być aktorką! Która z dziewczyn nie marzy choć przez chwilę o tym by być aktorką. Potem zamarzyłam o reżyserii i wiesz, tak sobie teraz myślę, że coś z bycia reżyserem mam. Później zainteresowała mnie psychologia.

Nie ma takiej siły…

Jak się „zawezmę”, to nie ma rady. Tak było z pójściem na medycynę i później, chyba na całej zawodowej drodze. Każde kolejne wyzwanie sprawiało, że rosła moja determinacja, czasem nawet tępy upór.

Czy zawsze szło jak po maśle? Oczywiście, że nie, ale wtedy szukałam sposobu i znajdowałam go, każde kolejne drzwi, które otwierałam prowadziły mnie gdzieś tam, gdzie warto było być lub wstąpić.

W moim pierwszym miejscu pracy nie mogłam się uczyć chirurgii okulistycznej, nie ja byłam wybrana. Strasznie to spalało moją ambicję. Ale nauczyłam się wiele- jak wytrwać, jak nauczyć się jak najwięcej, zwłaszcza niszowych, mało popularnych rzeczy, jak osiągnąć to co w danym momencie da się osiągnąć. I jak odejść.

Odwaga

Ludzie często narzekają. Narzekają na szefa, na warunki, na brak możliwości, na mobbing, na męża, na żonę, na szufladki. Narzekają przy kawie, w domu, w czasie spotkań z przyjaciółmi, w pracy, w poczekalni, w kolejce na poczcie. I trwają. Zawsze mnie to dziwiło. Nie, nie żebym nie narzekała, potrafię poddać się… towarzystwu.

Tylko, że we mnie narasta wtedy determinacja do zmiany. Tępy wręcz, znany już upór. I zmieniam. Pracę zmieniałam kilkukrotnie. Najpierw dlatego, że chciałam operować i w nowym miejscu nauczyłam się tego. Później dlatego, że chciałam żyć godnie, a w Polsce tamtych czasów zapracowywałam się do granic ludzkich możliwości.

No i w dodatku ktoś postawił przede mną wyzwanie, a to zawsze działa na mnie jak płachta na byka. Praca w Hiszpanii, po 3 miesiącach nauki języka, w jednym z największych ośrodków okulistycznych Insituto Ophthalmologico Vissum, to było to! Wyjechaliśmy całą rodziną. 

Czy się bałam? Jasne, ze tak. Ale odwaga jest tym czymś, co sprawia, że idziesz dalej, pomimo lęku. Pracując w Hiszpanii nauczyłam się nie tylko języka i standardów pracy. Nauczyłam się wychodzić do ludzi z przesłaniem, pomimo niedoskonałości, a także doceniać to kim jestem i gdzie jestem…

Głos

Przed każdą decyzją, którą podejmowałam niektórzy ważni mi ludzie próbowali mnie nakłonić do tego czego oni chcieli, wręcz narzucali mi swoją wizję tego co powinno się wydarzyć. Nie jedź tam, nie odchodź, nie zmieniaj, przecież masz dobrze tu gdzie jesteś.

Zawsze wtedy biłam się z myślami czy to co robię jest właściwe, czy robię dobrze. Zaufałam jednak głosowi wewnątrz mnie, głosowi intuicji i głębokiego przekonania, że tak, że chcę spróbować, zaryzykować, wejść w to, po swojemu. A mi manera, teraz to wiem, zawsze wtedy brzmiało w mojej głowie. I może teraz Ty złapiesz się za głowę, gdy to przeczytasz, ale słuchając tego głosu – wróciłam do Polski!

Przeciwności, kryzysy, porażki.

Czasem nie jest łatwo. Czasem zabrnie się w niewłaściwą uliczkę, dozna porażki, czasem życie zmusi do wycofania się. Każdy to zna. Powrót z Hiszpanii był spadkiem o całe niebo finansowe w dół i chociaż znów mogłam operować, czułam niedosyt Wiedziałam już, że moja ambicja nie pozwoli mi trwać w stagnacji.

Gdy pojawiała się okazja reagowałam. Gabinet to było mało. Wtedy dowiedziałam się, że w Cieszynie, 96 km od mojego miejsca zamieszkania, zamykany jest oddział okulistyczny, bo nie ma ludzi do pracy. Podjęłam rękawicę, z dala od domu, bez wsparcia innych lekarzy.

Zostałam kordynatorem, stworzyłam zespół, choć początkowo pracowałyśmy w nim we dwie, kilkukrotnie zwiększono nam kontrakt z NFZ. Marzenia spełniały się, ale były i prztyczki w nos i trudne chwile. Z każdej porażki wyciągałam wnioski i szłam dalej.

Niektóre inicjatywy okazały się nietrafione, zamknęłam filię gabinetu, wycofałam się ze spółki w Czechach, którą sama tworzyłam. Życie. Dziś poza prowadzeniem oddziału mam własne Centrum Medyczne Beskidmed, zatrudniam lekarzy, szkolę. Leczę ludzi, najlepiej jak potrafię.

Dalej, wyżej, głębiej…

Ambicja to niebezpieczna cecha, trzeba bardzo uważać by nie spaliła, nie odebrała wszystkich sił.

Piszę to dlatego, że ubiegły rok był dla mnie poświęcony budowaniu równowagi, balansu, taką nadałam mu intencję. Gdyby nie rodzina, mąż, córka i syn nie byłabym taką sobą, jaką jestem, nie byłabym także tu, gdzie jestem. Fakt, że dajemy sobie wzajemnie wsparcie ale i przestrzeń na własny oddech sprawia, że każde z nas może realizować siebie.

Każde z nas wie jednak, że ma swoje centrum świata, nasz wspólny dom. Choć wiem, że dzieci odejdą z niego wiem, że mogę „wypuścić” je do lotu i sobie poradzą. Poradzą sobie pięknie… i po swojemu.

Moje dalej, wyżej, głębiej…

Nie ma końca. Z głębokości przekonań wyrosła moja książka „Przejrzyj na oczy, czyli jak żyć by długo cieszyć się świetnym wzrokiem”. Książka, która według mnie wypełnia lukę w edukacji u podstaw, w powtarzaniu raz po raz tego, co można zrobić dobrego dla swojego zdrowia. Dzielę się w nich z Tobą tym co wiadomo na temat sposobów zapobiegania chorobom oczu, opanowania nasilających się wad wzroku, na temat stylu życia, który sprzyja zdrowiu.

KSIĄŻKA PRZEJRZYJ NA OCZY – Przejrzyj Na Oczy

Dlatego właśnie tutaj, w portalu www.przejrzyjnaoczy.pl dzielę się z Tobą ja i zaproszeni goście – współtwórcy, pasjonaci w swoich dziedzinach, dzielimy się tym co pomoże Ci otworzyć oczy, uświadomić sobie coś ważnego, zachęcimy, zainspirujemy do zmiany, tej służącej zdrowiu we wszystkich jego aspektach- fizycznemu, psychicznemu i społecznemu. Niech „a mi manera” stanie się także „Twoją drogą”. Z miłością.

#drAgataPiech

Na podstawie listu do kobiet „A mi manera” opublikowanego w książce „Listy płynące z serca. Kobiety dla kobiet.” Pod redakcją Ilony Adamskiej.

.

Udostępnij swoim znajomym :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *