Kiedy trudno nawet lubić dziecko…

Każdy rodzic pragnie, żeby jego dziecko było szczęśliwe, ale też większość z nas pragnie tego także dla siebie! I to bardzo dobrze, pytanie tylko, jak zdefiniujemy słowo “szczęście” i jak zareagujemy na jego brak? Co zrobić, by przywrócić uczucie radości w rodzinie? Może podpowiedzią będzie doświadczenie mamy na 2 etaty.

W naszej wizji idealnego życia rodzinnego jest sielanka, wzajemne zrozumienie, wsparcie, dzieci dzielą się problemami, a my je rozwiązujemy z pełnym wyczucia taktem. Co zrobić, kiedy jednak nasza wizja daleka jest od realności?  Co zrobić, kiedy nasze dziecko traci z nami na kontakt? Kiedy bardziej nas denerwuje i czasem trudno je nawet lubić? Co zrobić, kiedy widzimy, że naszemu dziecku jest ciężko, towarzyszy mu frustracja, a my nie umiemy pomóc lub nasza pomoc jest odrzucana? Kiedy jako rodzicowi towarzyszy poczucie winy, że zawiedliśmy naszą własną wizję rodziny? Co zrobić, kiedy pozostaje nam już tylko niema, pusta bezradność?

Na wszystkie pytania musiałam znaleźć odpowiedzi i dziś podzielę się z Tobą tym, czego dowiedziałam się o byciu rodzicem w ciągu ostatnich 11 lat. Lat pełnych radości, którym jednak towarzyszyło więcej poczucia winy, złości i okrutnej bezsilności. Jestem mamą 4 dzieci – wśród nich są te, które urodziłam i te, które pojawiły się w naszej rodzinie z domu dziecka. Nie ma większego znaczenia dla tego, co chcę napisać, ani  w jakim są wieku, ani które są “moje”, a które “przyszywane”, bo nie chodzi o nich, ale… o mnie i o Ciebie jako rodzica 🙂 Możesz się jednak domyślać, że z takim miksem łatwo nie jest. Mówiąc “łatwo nie jest” mam na myśli zarówno problemy, takie jak bunt, nieporozumienia, próbę ogarnięcia różnych stanów emocjonalnych dzieci, ale i karczemne awantury, ucieczki i używki aż po dopalacze. Jeśli to również Twoje problemy, które powodują bezradność, być może to co napiszę, będzie dla Ciebie pomocne. Zapraszam 🙂

ZAAKCEPTUJ BŁĘDY DZIECKA

W naszej wizji pięknego życia są piękne dzieci. Może rozrabiają, ale z wdziękiem. Mogą łapać słabsze stopnie, ale nadal nauczyciele mówią: “oh, może być Pani dumna! Co za dziecko”. I czujemy dumę. A kiedy pojawia się skaza, wybryk, papieros, to często z niedowierzaniem stwierdzamy: “Moje dziecko??? To niemożliwe!”. A właśnie, że tak. To jest możliwe i to nie jest koniec świata. Boimy się, że nasz idealny świat się zawali, kiedy uznamy, że dziecko pali, że podkradło coś koledze, że uderzyło kogoś  pierwsze, więc lepiej uznać, że to wszechświat zmusił je do czegoś. “Na pewno ktoś inny zaczął”, “ktoś namówił”, “ktoś sprowokował”. I zamiast skupiać uwagę na naszym dziecku, koncentrujemy się na jego usprawiedliwianiu, pod którym kryje się chęć usprawiedliwienia nas samych, a przy okazji pozbawiamy go odpowiedzialności za swoje postępowanie. Na drugim biegunie jest święte oburzenie, kosmiczne kary, czasem ogromny zawód: “jak mogłeś MI to zrobić?!” i wpędzanie dziecka w przesadne poczucie winy. A Twoje dziecko jest człowiekiem… i jak każdy człowiek czasem będzie uczył się na BŁĘDACH. Byłam w tym miejscu, przesadnych ambicji, stresu, czy wszystko się powiedzie, chęci zapewnienia dziecku wszystkiego. A ono wcale nie chciało wszystkiego i był bunt. Spokój przyszedł, kiedy zaakceptowałam, że dzieci nie są idealną wizją, ale dziećmi z krwi i kości. Mają swoje pragnienia i oczekiwania. I one są równie wartościowe i prawdziwe jak moja wizja. Zaakceptuj błędy swoich dzieci, nie przeżyjesz szoku, kiedy narozrabiają i wtedy z większym spokojem będziesz w stanie adekwatnie podejść do sprawy, albo w ogóle do niej podejść. 

ZAAKCEPTUJ SWOJE BŁĘDY

Kiedy pojawiają się problemy z dziećmi, to chcemy je często rozwiązać jak katar – podać lekarstwo i poczekać aż przejdzie. Kiedy pojawia się kłopot w komunikacji to ten “katar” jest mniej ważny. Jest tylko efektem. Wtedy najpierw trzeba zastanowić się, czy dopilnowaliśMY, żeby dziecko miało czapkę na głowie, czy podajeMY leki jak należy. Trzeba zastanowić się, co robimy MY. My rodzice. Rozwiązywanie kłopotów w relacji z dzieckiem niestety trzeba zacząć od spojrzenia na siebie. To jest trudne i wymagające. Wiem. Ale inaczej się nie da. Dziecko jest naszym lustrem. Jeśli masz mało czasu dla dziecka, to możesz zrobić tylko jedno – znaleźć go. Czasem na jego zasadach. Bywa, że dziecko odmówi Ci, powie, że mu się nie chce… może warto wtedy pójść na “durny” młodzieżowy film, albo na milczący spacer? Albo usiąść w pokoju na podłodze, kiedy siedzi naburmuszony na telefonie i po prostu pobyć koło niego? Sprawdź, co się stanie.

CZY NA PEWNO ROZMAWIASZ Z DZIECKIEM?

Czasem może być tak, że masz dla dziecka czas, ale ono nadal nie chce z Tobą rozmawiać… może zatem Ty nie rozmawiasz z nim tak naprawdę? Powiesz mi: “halo, przecież codziennie PYTAM, jak mu minął dzień, MÓWIĘ, że jestem dla niego w każdej sytuacji”. PYTAM, MÓWIĘ to nie jest ROZMAWIAM. Pierwsze to przesłuchanie, drugie to monolog. Jak zatem rozmawiać? Pamiętam, kiedy zadałam to pytanie specjaliście, żaląc się, jak trudnym  jest widzieć, że dziecko nie mówi mi o swoich problemach. Czułam, że coś jest nie tak, ale nie byłam wstanie usłyszeć niczego. Czasem o jego problemach opowiadały mi mamy jego kolegów, które znały to z relacji od swoich dzieci. A moje dziecko milczało. Byłam załamana. Tłumaczyłam psychologowi, że PYTAM, że ZAPEWNIAM o tym, że JESTEM. I wiesz, co usłyszałam? “A kiedy Pani syn usłyszał od Pani, że ma Pani kłopot? Kiedy słyszał Panią opowiadającą komuś, że sobie Pani z czymś nie radzi? Kiedy opowiedziała mu Pani o swoim dniu?” Jeśli ja brałam wszystko “na klatę”, on uczył się, że właśnie tak trzeba. ZAPADŁA CISZA. Potem nadeszła REFLEKSJA. Zaczęłam od tego, żeby opowiadać o sobie, ale w głowie miałam, że “tak poradziła mi Pani psycholog”, więc tak trzeba. Zważałam na słowa, dobierałam wszystko bardzo uważnie. I NIC. Aż pewnego dnia wracałam z pracy bardzo podłamana i pierwszym żywym człowiekiem, którego spotkałam był mój wtedy 10letni syn milczący o swoich przeżyciach. Wsiadł do auta i nie chciałam, żeby się martwił moim humorem, którego nie umiałam ukryć. Tak od serca powiedziałam mu “wiesz, pokłóciłam się dzisiaj z jedną Panią w pracy i trochę mnie to męczy, sorry, że jest takim trochę oklapnięta”.Zapytał, co się stało, trochę, adekwatnie do jego wieku, opowiedziałam mu co zaszło. Potem zamieniliśmy kilka zdań na temat szkoły, takich zdawkowych, a wieczorem…. pierwszy raz zapytał: “mamo, a jak to, że jest, że kolega w szkole…” i opowiedział o swoim oburzeniu i zadziwieniu zachowaniem jednego z uczniów. BYŁAM JAK W NIEBIE. Rozmowa to wymiana myśli. Pozostanie już raczej skrytym dzieckiem, człowiekiem, bo tak się ukształtował  w naszej rodzinie, ale zrozumiałam na czym polega rozmowa z dzieckiem. I mogłabym wiele sytuacji pokazać, ale dziś chcę Ci tylko powiedzieć o tym, że zmiany w relacji z dzieckiem, nawet jeśli robi najokropniejsze rzeczy, zaczynamy OD SIEBIE. I innej drogi nie ma, a ta prowadzi do celu 🙂

JESTEŚ DOŚĆ DOBRYM RODZICEM

Jeśli dotarłeś, dotarłaś aż tu i nie wyłączyłaś moich słów jak dotąd, to wierzę, że czujesz, iż potrzebujesz zmiany właśnie w sobie. Ale pamiętaj… jesteś dość dobrym rodzicem. Uwierz mi, że są tacy, którzy w obliczu trudności, po prostu zostawiają dziecko na progu domu dziecka ze spakowaną walizką. Poddają się. Jeśli szukasz wyjścia z sytuacji to WSPANIALE! Jeśli jednak zgadzasz się z tym, że rodzic popełnia błędy, to możesz być na prostej drodze do pytania: “Jak mogłem być taki głupi?!”. STOP! Głupotą będzie dopiero, jeśli nie poszukasz rozwiązania. Każdy z nas został ukształtowany przez różne sytuacje i jeśli nasze intencje są dobre, a nic z tego nie wychodzi, to nie szkodzi. Ważne jest, aby zmienić to, o czym już wiemy, że zmienić należy. I tu warto poszukać specjalistycznej pomocy. Na pewnym etapie cała nasza rodzina była pod opieką psychoterapuety. Szukaliśmy sposobów, jak rozmawiać, co zmienić. Czasem drobne korekty wychowawcze wprowadzały kolosalną różnicę! Być może Ty lub Twoje dziecko będziecie potrzebowali pomocy psychiatry, bo brak lub trudna komunikacja stały się przyczyną lub wynikiem np. depresji lub zaburzeń. Wtedy bez pomocy fachowca pójść od przodu będzie bardzo trudno! Bez obaw udaj się do lekarza, do psychoterapeuty, póki masz siłę czytać ten artykuł. W tym miejscu też byłam. Uwierz mi, że nie byłam w stanie patrzeć jednemu z synów w oczy, spuszczałam wzrok, bo bałam się każdego okrutnego słowa, jakimi przez pewien czas się do mnie zwracał, próbując ukryć ten ból przed resztą dzieci. To męczy. To wykańcza. Ale czas i pomoc specjalistów w podjęciu zmian, nawet tych radykalnych, doprowadziły nas do tego, że cała nasza szóstka siedziała w tym roku przy wigilijnym stole po raz pierwszy od wielu lat w zgodzie i dobrym kontakcie. 

Wiem. To nie jest prosta recepta, ale przecież chodzi o to, żeby wyzdrowieć, nieprawdaż?

Alicja Prochoń, żona, mama 4 dzieci w wieku 7 do 21 lat.

Udostępnij! Powiedz znajomym, że to ważne!

You may also like...