Ile dasz radę zjeść w Święta?

Jedzenie to przyjemność, a stół to miejsce świętowania. A im bardziej się ugina, tym często myślimy, że to lepiej. I tak to już jest, że nawet, jeśli cały rok staramy się w miarę logicznie odżywiać, to pozwalamy sobie “od święta”.

No i te Święta za pasem… ale tak, jak we fraszce księdza Twardowskiego – Święta, święta i po świętach, nikt już o nich nie pamięta… tak, jeśli się poddamy szałowi świątecznych przysmaków, wtedy Święta tak szybko nie dadzą o sobie zapomnieć.

Ba! Będziemy od 27 grudnia robić wszystko, by pozbyć się nadmiaru jedzenia, żeby zmieścić się w sylwestrową kreację! Czy to nie jest nieco szalone, zamknięte koło??? Narzekamy: “oh, już nie dam rady nic zjeść”, “ah, wiesz, przez Święta to od imprezy do imprezy, opłatek za opłatkiem… i wszędzie każą jeść… cóż zrobić, jak żyć? jak żyć?” 😉 

A może by tak w tym roku…

odchudzić nieco stół, lodówkę, balkon i gdzie tam jeszcze można trzymać “resztki” ze Świąt, które jakimś cudem starczają na kolejnych kilka dni, a potem idą do kosza… i naprawdę ugotować tyle, ile można zjeść, nie narażając się na kłopoty trawienne, ociężałość, ból przejedzenia itp. itd… dobra zabawa, to zabawa, która relaksuje. Ani kac, ani przejedzenie, ani godziny spędzone na “wydalaniu” z siebie i trawieniu nadmiaru jedzenia nie mają nic wspólnego z relaksem, a raczej powodują zmęczenie. Czy warto poświęcać na to kilka dni życia? A prawda jest taka, że jak się wejdzie w ciąg jedzenia, to czasem trudno przestać… żołądek się rozciąga i jeszcze jakiś czas jemy za dużo, aż pewnego dnia ciuchy, waga, lustro lub czyjaś kąśliwa uwaga otrzeźwia nas i w końcu bierzemy się za siebie. A bywa, że nie otrzeźwia nas nic, aż do drzwi puka cukrzyca, cholesterol, miażdżyca, zniszczone stawy i zaczyna się walka o życie.

U nas zdrowsze święta w domu zaczęły się od tego, że pozbyliśmy się jednego dość otyłego członka rodziny…

zdziwiony, jak można się cieszyć z czegoś takiego? Ano… każdy oddał po kilka, kilkanaście kilogramów i cała rodzina schudła łącznie 80 kg! To bardzo pomogło, bo wszystkim zaczęło zależeć na lżejszym jedzeniu. Zmiana zaczęła się od tego, że na urodziny przestaliśmy zastawiać stół, a w menu pojawiły się potrawy serwowane porcjami dla każdego na talerzu.

ŚWIĘTA ZERO WAIST

A to jakaś dobra sałatka, a to porcja risotto…  Słodkości? Owoce i kawałek tortu. Innych ciast brak. Potem przyszła myśl, a może na Święta też nie gotować na tydzień, jak dla kompanii wojska!

Z roku na rok wyrzucaliśmy coraz mniej, aż w zeszłym roku na wigilijnym stole postawiłam po kawałku ryby dla każdego ( bo i tak więcej nie bardzo mogliśmy zjeść) i oczywiście całą resztę, ale normalnych ilościach… przestaliśmy kupować słodycze w “hurcie” świątecznym, tylko tyle, żeby dzieci mogły się trochę ucieszyć, a zamiast tego pieczemy dwa ciasta i pierniczki, które mają o niebo mniej cukru od gotowych słodyczy.

Grzeszkiem kalorycznym, acz jednak wartościowym i zdrowym są orzechy. Nimi się zajadamy. Ale w pierwszy dzień Świąt staramy się budzić głodni i ciekawi śniadania. Nie odbija się nam, nie boli wszystko,  już nie puchniemy rano z przejedzenia. Jest super, jest świątecznie… i nie wyrzucamy już żywności, które pleśnieje, co chyba jest największa wartością tej zmiany.

PODZIEL SIĘ POSIŁKIEM

Chwała Bogu, jeśli to, co zostanie przekazujemy do banków żywności lub zawozimy do miejsc pomagających potrzebującym. Tyle dobrze. Ostatnio jest coraz więcej takich inicjatyw. Jednak… finalnie, najlepiej dla zdrowia nauczyć się świętować JAKOŚCIĄ jedzenia, a nie ILOŚCIĄ! 🙂

Zdrowych, nieprzejedzonych Świąt!

>> Jeśli chcesz zrozumieć wpływ jedzenia na zdrowie – KUP KSIĄŻKĘ PRZEJRZYJ NA OCZY dr n.med. Agaty Plech!

Udostępnij swoim znajomym :)