Czy warto być optymistą i jak się optymizmu nauczyć?

Czy w obecnych czasach opłaca się być optymistą? Czy naprawdę żyją oni dłużej? Czy przebywając wśród społeczności skłonnej do narzekania i biadolenia mamy szanse myśleć pozytywnie? Czy dobrze poinformowany optymista staje się realistą? To tylko niektóre z pytań krążących w mojej głowie,które sprawiły, że postanowiłam to sobie (i Wam) subiektywnie zdefiniować. Ten wpis jest w pewnym sensie dopełnieniem środowej audycji „Dzień Dobry Na Dobranoc„, której tematem był właśnie optymizm.

Jestem optymistką, dostrzegam to co dobre, a wiec możliwości w każdej, nawet trudnej sytuacji, (choć czasem wymaga to zatrzymania się, czasu  lub nabrania dystansu), nie zadręczam się trudnościami, za to szukam sposobów ich pokonania, działam. Dlaczego tak mam? Co sprawiło, że postawa z nastawieniem na TAK jest mi bliska?

Po pierwsze odpowiedź tkwi w genetyce. Odkryto, że wyższy poziom optymizmu wiąże się z niską aktywnością genu stymulującego poziom MAO-A (monoaminooksydazy) w mózgu odpowiadającego m.in. za rozkładanie hormonów: adrenaliny, noradrenaliny i serotoniny.

Drugi czynnik, to wpływy środowiskowe, schematy myślowe i dotyczące reagowania, których uczymy się od wczesnego dzieciństwa. Czasami tkwią one w nas bez świadomości i kontroli, a co za tym idzie powielamy sposób myślenia i wyjaśniania sobie rzeczywistości jaki podpatrzyliśmy u rodziców. Optymistyczne sic! jest jednak to, że nawet jako dorośli możemy się tego nauczyć… jak i oduczyć.

Czy więc optymizm się opłaca, czy warto go w sobie pielęgnować? Badania naukowe potwierdzają dobroczynny wpływ takiej właśnie pozytywnej postawy na zdrowie.

W jednym z nich potwierdzono, że wskaźnik umieralności w grupie osób po 58 roku życia i żyjących do chwili zakończenia badania przez 21 lat był 30 x mniejszy u optymistów!

W innym badaniu wykazano, że w grupie osób 50+ średnia długość życia u pesymistów była o 7,5 roku krótsza. Potwierdzono też, że zapadalność na różne choroby u optymistów jest znacznie mniejsza, a zwłaszcza na depresję, choroby układu krążenia( o 50% w grupie mężczyzn), nadciśnienie tętnicze, miażdżycę, udary.

Poza medycznymi skutkami optymistycznego podejścia do życia tym, który przynosi bodaj największe korzyści jest poczucie sprawstwa, posiadania wpływu na przebieg spraw i to co nas spotyka. To daje ogromną siłę woli i determinację do tego, by pomimo trudności podejmować ryzyko, wysiłek i działać. Winston Churchill powiedział, że

„Pesymista widzi trudność w każdej możliwości. Optymista widzi możliwość w każdej trudności.”

Jakie to prawdziwe! Co jednak sprawia, że czujemy się sprawczy, i idąc dalej, że jesteśmy optymistami? Podstawą jest to w jaki sposób wyjaśniamy sobie to co nas spotyka, jakich przekonań używamy w tym procesie i czy świadomie. Czy skupiamy się na przekonaniach w stylu: „Jak zwykle mi się nie udało”, „Już za późno dla mnie”, „By dostać tę pracę trzeba mieć plecy” czy raczej „ Tym razem się nie udało, ale wyciągam wnioski i idę dalej” i „Gdy będę w tym dobra, to dostanę pracę jaką sobie wymarzyłam”.

Za przekonaniami, które powstają w naszej głowie idzie skutek, Nastawiamy się i w pewien sposób programujemy swoją rzeczywistość, szukamy w niej dowodów na to, że mamy rację, no i ją mamy!

To taka samospełniająca się przepowiednia. Swoją drogą bardzo się cieszę, że nie miałam takiego przekonania i nie dałam go sobie wmówić, mianowicie że „dobrą pracę można mieć tylko po znajomości”, bo dzięki temu osiągnęłam swoją pracę marzeń- nie miałam oporów by o nią zawalczyć!

Profesor Seligman, który przez wiele lat badał najpierw tzw. wyuczoną bezradność a potem optymizm dowodzi, że ten drugi można wyćwiczyć. Po pierwsze uświadomieniem sobie procesów: problem – przekonanie – skutek ( tymi opisanymi powyżej).

Po drugie znalezieniem sposobu na zakwestionowanie przekonania, swoiste przeprogramowanie go. W tym celu możemy sami siebie zapytać o dowody na to przekonanie ( czemu właściwie myślę, że „nie jestem dość dobra w..”?, skąd pomysł, że „dobrą pracę można mieć tylko po znajomości”?), poszukać alternatyw („tym razem nie awansowałam, ale skończę jeszcze ten kurs i będę aplikować do…”), ocenić implikacje, czyli przyjrzeć się wszystkim wymyślonym przez nas skutkom danego przekonania i zapytać się na koniec: naprawdę? Czy będzie aż tak źle? To trochę „rozbraja bombę” negatywnego nakręcania się w głowie.

Zauważanie tego co jest, co mamy, docenianie i wdzięczność jest tym co modeluje nasze nastawienie na lepsze. Tworzy pewien dobry klimat do tego by nam się chciało, by nie zrażały nas i nie stopowały trudności, by rosła nasza sprawczość.

Osobiście praktykuję wdzięczność gdy tylko mogę, nawet co dnia. Powtarzam sobie wtedy w myślach lub jeśli mogę to na głos za co jestem dziś wdzięczna, bardzo konkretnie wymieniając jedno za drugim: jestem wdzięczna za to, ze żyję, że się dziś obudziłam, że dobrze spałam, że mam dach nad głową, że….. i tak można naprawdę bardzo długo wymieniać jeśli zechce się to zauważyć i docenić. Ten sposób naprawdę działa, w naturalny sposób sprawia, że zauważamy w swoim życiu coraz więcej tego za co możemy podziękować.

Pielęgnowanie poczucia własnej wartości również jest tym, które wzmacnia optymizm. Jeśli wiemy, że coś osiągnęliśmy, że jesteśmy w czymś dobrzy, że dokonaliśmy czegoś, że pokonaliśmy coś, a przecież każdy ma się czym pochwalić, to mamy również poczucie, że damy radę w każdej sytuacji. A wtedy na problemy patrzymy przez pryzmat możliwości albo odczekujemy by z dystansu czasu lub innych, mniej silnych emocji spojrzeć na nie jak na sygnał do czegoś, np. do zmiany a nie jak na koniec świata.

Czy optymizm zawsze jest dobry a pesymizm zły?

Otóż nie! Warto wyobrazić sobie te dwie jakości położone jak na osi. Skrajne odcienie w jedną i drugą stronę bywają zbyt radykalne. Skrajny pesymizm to prosta droga do depresji i wymaga naprawdę wiele pracy, wielu zmian w nastawieniu by z niego wyjść.

Skrajny optymizm, tzw. hurra-optymizm, czy w innym jeszcze wydaniu myślenie życzeniowe, mogą oderwać od rzeczywistości i sprawić, że stracimy zdrowy rozsądek, nie będziemy wystarczająco wnikliwie analizować czegoś przed dokonaniem ważnego wyboru, że przecenimy swoje siły. Można więc powiedzieć, że stracimy realizm, a przecież postawa realistyczna w swojej istocie jest po prostu cenna.            

Zdarzają się sytuacje, w których łagodni pesymiści wygrywają, podejmują lepsze decyzje lub/ i lepiej się przygotowują do jakiegoś zadania. Nie poddają się myśleniu „jakoś to będzie” tylko sumiennie sprawdzają kolejne wersje, opcje i możliwości by nie dać za wygraną. Jeśli nauczą się postawy- „boję się ale idę”, albo „ok, biorę pod uwagę możliwość porażki ale ważniejszy jest cel”, to taka postawa przynosi korzyści.

Przyszedł mi do głowy przykład z osobami przewlekle leczonymi z powodu nowotworu. Hurra optymizm może być u nich szkodliwy, bo mogą zaniechać racjonalnego, sumiennego dbania o swoje zdrowie na wielu płaszczyznach.

Optymizm pomaga im trwać w chorobie i procesie leczenia, nie poddawać się, wierzyć w sukces jakim jest odzyskane zdrowie. Okresy łagodnego pesymizmu sprawiają, że dociekliwie szukają innych, niestandardowych możliwości leczenia, „drążą temat”, dociekają, na swój sposób „zbroją się”.

Postawa, która przynosi najwięcej korzyści to bezpodstawnie optymizm. Zauważcie sami ile jesteście w stanie osiągnąć w okresach kiedy jest wam na świecie lepiej, kiedy przyszłość wydaje się być jaśniejsza i wszystko układa się po waszej myśli, np. zachwyciliście się kimś, zakochali albo otrzymali upragnioną nagrodę w jakiejś dyscyplinie sportu.

Ten nastrój, nastawienie, dobry humor sprawiają, że chce się żyć, łatwiej jest osiągać jeszcze więcej i po prostu działać! W takich chwilach motywuje szansa a nie pewność, cieszy sama droga a nie odległa meta. Tego właśnie Wam życzę! 🙂

dr Agata Plech

#

Udostępnij swoim znajomym :)